A dziad wiedział- nie powiedział.
Na Nowym Ekranie mamy coraz więcej nowych kolegów. Ostatnio pojawił się Aleksander Gudzowaty. Nie jest on postacią z mego sztambucha i nie wątpię, że „vis -a- vis” jak mawia pewna śmieszna postać z telenoweli.
Kiedyś Aleksander Gudzowaty przemówił ludzkim głosem. Było to wtedy gdy opowiadał po pijanemu (bodajże Oleksemu) jak to Jolka uczy jeść bezę łyżeczką. Teraz pan Gudzowaty sam poszedł w ślady Jolki i zrobił nam wykład z wychowania seksualnego na poziomie lekcji z przygotowania do życia w rodzinie w szkole podstawowej.
To pierwszy i ostatni jego tekst, który przeczytałam. Chyba, że pan Gudzowaty zacznie sypać swoich.
Wiem, że sypanie nie jest zajęciem bezpiecznym. Romand Zimand mówił mi lata temu, że jego znajoma wie kto naprawdę rąbnął Nowotkę, bo była tego świadkiem. Dożyła późnej starości tylko dlatego, że nigdy nic nie pisnęła na ten temat. Inni, gdy im na starość puściły zwieracze, zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach. Mam na myśli choćby Jaroszewicza. Podejrzewam jednak, że pozorne puszczanie zwieraczy to najczęściej wyciek kontrolowany.
Pan Gudzowaty mógłby nam wyjaśnić jak naprawdę było z budową gazociągu, nazwaną przez naczelnego redaktora pisma „Rurociągi” Michałowskiego „ przekrętem stulecia”, mógłby również przeprosić za to, że jego ochroniarze bili kobietę w ciąży walczącą o odebrany jej w czasie budowy sad. Te i podobne fakty są udokumentowane na taśmie i trudno im zaprzeczyć. Być może jednak się mylę i to Gudzowaty jest „dobry pan”, a Michałowski „ zły pan”. Musiałby to jednak udowodnić.
Mój ojciec mawiał, że choć podobno przed wojną Polska była antysemicka, a w każdym razie większość nie była dobrego zdania na temat etyki handlowej Żydów, każdy ziemianin miał swojego Żyda, któremu bezbrzeżnie ufał i pozwalał się – jak to mówią teraz młodzi- łoić.
Za realnego socjalizmu prawie każdy z nas miał jakiegoś partyjniaka ( im wyżej postawionego tym lepiej), który jego zdaniem pozytywnie się wyróżniał od swoich kolegów i którego opinie z namaszczeniem cytował.
Co gorsza w opozycji dopuszczono do takiego „wymieszania śliwek z guanem”, jak to powiedział kiedyś na wizji TV pewien członek Solidarności Walczącej, że trudno było oczekiwać, że powstanie z tego smaczny placek.
Pewien mój kuzyn ( jedyny w naszej rodzinie) zapisał się do partii, bo chciał zostać dyrektorem. Od tego czasu widywaliśmy się tylko na pogrzebach. Teraz ten puryzm wydaje mi się trochę śmieszny. Więcej szkód krajowi przynieśli niektórzy solidarnościowi święci, od koniunkturalnych partyjniaków, szczególnie niskiego szczebla. I może okazać się, że przyjaźnie z czasów opozycji okażą się bardziej kompromitujące niż partyjniak w rodzinie.
Dobrze rozumiem, że sypanie swoich nie jest sprawą łatwą. Przede wszystkim jest nieeleganckie. Najczęściej sprowadza się do oglądu z perspektywy dziurki od klucza.
Kto z kim, kiedy, jak i gdzie. Ale nie tylko o to chodzi.
Wczoraj spotkałam się z panią, która jako młoda dziewczyna rozprowadzała wśród studentów wydawnictwa, które ja z kolei otrzymywałam z Paryża z kręgów Paryskiej Kultury.
Były to dobre i poszukiwane ksiązki, a ona zgodnie z moją sugestią rozdawała je dobierając właściwy adres. Robiła to niezwykle uczciwie i wiele razy po latach słyszałam jej nazwisko w prywatnych relacjach na temat czytelnictwa w podziemiu. Mogłabym napisać o niej w samych superlatywach. A jednak tego nie zrobię, bo w jej środowisku byłby to pocałunek śmierci. Pracuje naukowo, publikuje w kraju i za granicą, wybrała emigrację wewnętrzną.
Razem z nią i pewnym biologiem przygotowaliśmy do druku w podziemnym wydawnictwie antologię „stalinianów”, czyli utworów z czasów młodości, różnych prominentnych osób.
Wydawnictwo nie tylko wycofało się rakiem z druku, ale pospiesznie wydało konkurencyjną antologię pod wiele mówiącym tytułem „Paranoja”. Jak łatwo się domyślić wybrano utwory, które miałyby dowodzić tezy, że fascynacja komunizmem był to rodzaj zbiorowego obłędu, za uczestnictwo w którym nie można nikogo winić.
Biolog też wybrał emigrację wewnętrzna, jest dobrym naukowcem, profesorem. Żałuje, że stracił 10 lat życia naukowego walcząc „ nie o take Polske”.
Jestem osobą rzeczową i pozbawioną kompleksów, dlatego proszę potraktować dosłownie to co piszę. W jego środowisku znajomość ze mną, a nawet wzmianka o nim na NE czy Niezależnej byłyby kompromitujące. Tacy jak on mają prawo być cytowani wyłącznie w czasopismach z listy filadelfijskiej.
Chętnie opisałabym perypetie z wydawaniem antologii jadąc, jak to się mówi, po nazwiskach. Ale czy mam prawo zrobić mu świństwo?
Jak widać niektórzy mają powody żeby wstydzić się znajomości ze mną. Ja mam powody żeby wstydzić się różnych znajomości z czasów konspiry. Czy zawsze można było wykazać proletariacką czujność? A co ma powiedzieć Peter Raina, którego rozpracowywała własna żona. Nie wspominając o Jasienicy.
Za czasów szkolnych opowiadaliśmy dowcip. Partyjniak przedstawia wiejskiej rodzinie dziewczynę. „To moja kolegówna”- mówi. „Kole czego?”- pyta ojciec.
Otóż ja już nie chcę być niczyją kolegówną.

http://marcowe.nowyekran.pl/post/53508,zyjemy-w-okupowanym-kraju
Przepraszam Panią, że go tu promuję, ale z jakiegoś powodu nie mogę liczyć na promowanie moich tekstów przez administratorów NE, a po za tym, ma on związek z tym, co Pani tu pisze.
Doświadczenie 22-uch lat III RP pokazuje, że wśród naszych okupantów obowiązuje bezwzględnie respektowana zasada omerty (jak w mafii). Dlatego nadzieje niektórych użytkowników NE na to, że Gudzowaty podzieli się z nami swoją wiedzą na temat realnej struktury władzy w Polsce, są, jak widzę nie tylko moim zdaniem, wyrazem dużej naiwności.
Pani Izo, jak tak można o swoim aeropagowym koledze???
I rozszerzyłem kontekst, o to co Pani pominęła.
Ten blog G. tutaj - to symptom...
Zgadzam się i podpisuję pod Twoimi konstatacjami.
Mój ukochany wuj budował największe cementownie w Polsce - te wszystkie Rejowce etc. dyrektorował tam. Nigdy o tym nie mówiło się w domu, a przecież musiał raczej być z partii... Jednocześnie, mieszkając w Częstochowie, wujostwo byli bardzo, bardzo związani z Jasną Górą. Kiedyś, wracając z gór z małym synkiem, nawiedziłam ciotkę i wuja. Bardzo skromniutkie mieszkanie, ich synowie /moi rówieśnicy/ już byli poza domem. Wuj był wspaniałym cicerone po Jasnej Górze. Myślę, że ma w niebie swoje miejsce...
NE jest wolną platformą blogerską.
Każdy może założyć bloga i pisać.
I każdy może czytać komentować to, co sobie wybierze.
I niech tak zostanie.
Jeżeli użytkownicy FB wykurzyli stamtąd Hołdysa - to wystarczy popatrzyć, jak to zrobili ....i już.
inteligentny człowiek, a niech sobie i tu publikuje,
można z nim nie gadać, jak się nie chce,
jedyne co wpływa na wizerunek witryny, to zasady promocji na SG.
Bez tej promocji każdy zginie, urban też, dlatego nE coraz bardziej staje się tubą celebrytów, z dnia na dzień traci swój powszechny, amatorski charakter.
Jego konto wykazuje okrągłe zero. Wielopoziomowość tej "demokracji",
próby wprowadzania "autorytetów z nadania" , salonówXX skłania mnie
do twierdzenia że wykrystalizować się musi coś nowego.
Dziwi mnie co innego - co powodowało panem Gudzowatym by nagle zapragnąć blogować na NE?
Czy taki jest zewnętrzny ogląd tej strony, że panu G. przyszło do głowy, że warto tu napisać.
Już różni fajni ludzie tu próbowali jak np. pan satyryk Drozda.
Na szczęście, szybko im się to nudziło.
Ja postanowiłem takich rzeczy po prostu nie czytać. Bo po co?
Już słyszę te pytania - Nowy Ekran? To tam gdzie pisze Gudzowaty? I już jesteś zaklasyfikowany.
Wredne to by było.
Nie dyletanci mają to głęboko. Ale ta stygmatyzacja jest specyficzna.
Mój własny syn, gdy sie dowiedział, że piszę na nE, spytał, czy to tam, gdzie króluje Joanna od krzyża.
http://youtu.be/6JxnnC8US3A
.
Разбросает их по полкам - ustala hierarchię
Чья-то дерзкая рука. - niewidzialna, twarda ręka.
Чья-то дерзкая рука rządzi przydziałowym aeropagiem, czyli zarówno
Panią jak i Panem Gudzowatym.
Czyż owa "дерзкая рука" (twarda ręka) nie jest tu najważniejsza? Skąd to
pomijanie źródła problemu?